Porządek nabożeństw

  • Msze święte w niedziele i święta +

    6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 18:00
  • Msze święte w dni powszednie +

    7:00, 8:00, 18:00
  • Msze święte dla młodzieży +

    piątki 19:45
  • Nabożeństwa do Matki Boskiej Kochawińskiej +

    środy 17:30
  • 1

Godziny pracy

  • Kancelaria Parafialna +

    poniedziałki i czwartki 9:00-10:00, 17:00-19:00 soboty 9:00-10:00

  • Punkt pomocy Caritas +

    Środy 16:00-17:00

  • Poradnia rodzinna +

    Czynna we wtorki 18:00-19:00
    Po wcześniejszym umówieniu
    nr tel. 600-821-041

  • Biblioteka parafialna +

    środy 17:00-17:30

  • Źródło +

    Poniedziałek 10:00 - 13:00
    Czwartek 19:00 - 21:00
    tel. 797 907 685
    więcej...
  • 1

Kontakt

  • Parafia Matki Boskiej Kochawińskiej +

    ul. Kopernika 63a
    44-117 Gliwice 
    tel.: (+48) (32) 279-27-02

    n@pisz do nas ...

  • Wsparcie +

    Nasze konto:
    98 1020 2401 0000 0202 0182 2493
    BANK PKO BP S.A. I/O GLIWICE

  • 1

Przegląd prasy katolickiej - 12.04.2015 r.

Gość Niedzielny, nr 14 na  12 kwietnia 2015 r.

Michnik do Żywego Różańca
Ostatnią Wigilię Paschalną przeżyłem w rodzinnej parafii Paniówki na Górnym Śląsku. To była piękna liturgia. Odprawiona bez pośpiechu i z namaszczeniem. Przygotowana przez parafian, którzy wiedzieli, po co przyszli do kościoła. Po co to piszę? Nie tylko, by pochwalić się rodzinną parafią i publicznie podziękować za wzruszające momenty. Ale również powodowany irytacją po przeczytaniu otwartego listu Adama Michnika i Jarosława Mikołajewskiego adresowanego do papieża Franciszka. Przypomnę, że naczelny „Wyborczej” i publicysta tejże napisali wspólny list, który w Wielkim Tygodniu został opublikowany na łamach włoskiej gazety „La Repubblica”. Proszą w nim Franciszka, by zajął się sprawą ks. Lemańskiego i Kościoła w Polsce. Jednocześnie deklarują, że jeden z nich jest nieochrzczony, a drugi niepraktykujący. Nie odbieram autorom prawa do pisania listów w sprawie Kościoła. Uważam natomiast, że nie mają wystarczającej kompetencji do zajmowania się Kościołem. Niewiele o nim wiedzą, choć na jego temat napisali już sporo. Niewiele wiedzą, bo zapewne nigdy nie byli na Wigilii Paschalnej i nie pomagali budować Bożego grobu w swojej parafii, bo jej nie mają. Jako nieochrzczeni i niepraktykujący nie tylko nie przystąpili do spowiedzi i Komunii św. wielkanocnej, ale zapewne nie zapisali się do parafialnego koła Caritas, nie wspominając już o regularnym chodzeniu na Msze św. niedzielne. A to jest życie Kościoła, o którym autorzy listu nie mają zielonego pojęcia. Mają natomiast odwagę – by nie użyć mocniejszego słowa – pisać do papieża. Każdy uczestnik liturgii paschalnej w Paniówkach i setkach podobnych parafii zna się na Kościele lepiej niż Michnik i Mikołajewski razem wzięci. Ale tym pierwszym nawet na myśl nie przyjdzie, by pisać do papieża. Jeżeli Michnik i Mikołajewski chcą pisać do Franciszka, niech to robią, ale lepiej, gdyby wcześniej zapisali się do Żywego Różańca. Jeszcze krótko o mojej alergii na słowo „postęp”. Postępu nie lubię ze względu na jego podstępność. Słowo to opisuje bowiem rzeczy zarówno dobre, jak i złe, a udaje, że opisuje tylko dobre. Dzięki postępowi w medycynie żyjemy dłużej, ale dzięki temu samemu postępowi niekoniecznie wiemy po co. W imię postępu dokonano tylu zbrodni, że trudno je zliczyć. Postępowa była na przykład partia tzw. młodoturków, która przyjęła nazwę Komitet Jedności i Postępu. Sprawiła ona, że sto lat temu z Turcji nagle „wyparowało” 2,5 mln chrześcijan: Ormian, Asyryjczyków i Greków. Wszyscy zostali zamordowani. Na początku I wojny światowej – jak pisze Jacek Dziedzina (ss. 28–30) – w Turcji chrześcijanie stanowili około jednej trzeciej społeczeństwa. Dzisiaj jest ich ok. 1 proc. Turcy nie tylko dopuścili się ludobójstwa na ogromną skalę, ale do dzisiaj po tak długim czasie nadal nie chcą się do niego przyznać. Skutecznie używają wszelkich środków, by wymazać pamięć o tych wydarzeniach. ks. Marek Gancarczyk, str. 3

 Żyć w Prawdzie
O oczekiwaniach wobec synodu, Mszy łacińskiej i pewnym benedyktyńskim klasztorze, który stał się domem, z dr. Pawłem Milcarkiem, historykiem i filozofem, rozmawia Joanna Bątkiewicz-Brożek. Joanna Bątkiewicz-Brożek: Pół tysiąca brytyjskich księży apeluje o jasne stanowisko synodu w sprawie nierozerwalności małżeństwa. Niemieccy biskupi straszą odłączeniem się od Kościoła, jeśli nie dopuści do Komunii rozwiedzionych żyjących w powtórnych związkach. Nie jest Pan zaniepokojony tą sytuacją? Paweł Milcarek: Jeśli ludzie, którzy mają poglądy fundamentalnie sprzeczne z nauczaniem Kościoła, zapowiadają, że nie tylko sami chcą się gdzieś przemieścić, ale planują przemieścić i nas, to brzmi to niepokojąco. Tym bardziej że są wśród tych ludzi kardynałowie, czyli osoby odpowiedzialne za wybór papieża. Ten niepokojący głos wychodzi od Kościoła niemieckiego, który ma duże wpływy. Co więcej, jesteśmy przekonywani, że papież – który pokazał się nam z wielu dobrych stron, ale wciąż znamy go dość słabo – jest zwolennikiem „opcji niemieckiej”. - Franciszek nie wypowiedział się jeszcze w kwestii Komunii dla rozwiedzionych. - Właśnie! Niedobrze, że obecny spór bywa przedstawiany jako zderzenie dwóch skrajnych stanowisk, a papież ma znaleźć jakąś „drogę pośrednią”. Nauka katolicka o małżeństwie i sakramentach jest nam znana i przypominają ją kardynałowie Müller i Burke, a nie Kasper czy Marx, którzy chcą tę naukę zmienić w praktyce. W Kościele nie jest tak, że prawda powstaje wskutek kompromisu ogłaszanego przez papieża. Rację w obecnym sporze znamy, zanim zapadnie werdykt. Jesteśmy jej pewni z Objawienia. - W 1968 r. sprzeciw w sprawie zakazu antykoncepcji wnosili też biskupi niemieccy. - Wszyscy byli przekonani, że pod naporem argumentów, jakie wówczas przedstawiano, papież uzna pigułkę antykoncepcyjną. Osobowość bł. Pawła VI sugerowała, że wszystko pójdzie w kierunku zmiany. A papież, który dawał pewne znaki, że tak będzie, nagle rozstrzygnął kwestię w przeciwnym kierunku. Jednak ten długi czas niepewności – podobnie jest dziś – zaowocował tym, że wielu ludzi uznało, że zmiana już nastąpiła, zanim papież podjął decyzję. Dlatego episkopaty niemiecki i austriacki oficjalnie odrzuciły encyklikę „Humanae vitae”. I od dziesięcioleci żyjemy w sytuacji, którą kard. Marx zdefiniował tak: Kościół niemiecki ma swoją drogę. (…), str. 31-33

Arcybiskup oskarżony za homilię
Ten pozew, choć na pierwszy rzut oka absurdalny, może bezpośrednio uderzać w swobodę nauczania prawd wiary. Małgorzata Marenin wytoczyła proces abp. Józefowi Michalikowi za to, co powiedział w jednej z homilii, chociaż nie była bohaterką ani tej, ani żadnej innej homilii metropolity przemyskiego. Lokalna aktywistka lewicy, niegdyś przewodnicząca świętokrzyskich struktur Twojego Ruchu, dziś związana z Anną Grodzką, znalazła pomysł na zaistnienie w mediach. Pozwała metropolitę przemyskiego. Małgorzata Marenin oskarża abp. Józefa Michalika o to, iż w homilii wygłoszonej podczas Mszy z okazji 90. urodzin kard. Henryka Gulbinowicza „pomówił ją i naraził na utratę zaufania potrzebnego w prowadzeniu działalności publicznej”. Pani Marenin oczywiście nie była bohaterką ani tej, ani żadnej innej homilii hierarchy, więc pozew jest kuriozalny, ale cała sprawa prowokuje wiele pytań. Na przykład, dlaczego rozprawa w ogóle się toczy? Jak daleko można się posunąć w wykorzystaniu wymiaru sprawiedliwości do ideologicznej krucjaty? Czy nie jest to aby ingerencja w wolność wyznania? Bo w gruncie rzeczy jesteśmy właśnie świadkami testowania polskich sądów, czy będą chciały orzekać w sprawach nauczania Kościoła. Małgorzata Marenin pozwała metropolitę przemyskiego już po raz drugi. Najpierw chciała wytoczyć mu proces karny – jako „ofiara” hierarchy. Postępowanie z prywatnego aktu oskarżenia zostało jednak w styczniu 2014 r. przez Sąd Rejonowy we Wrocławiu umorzone. Sędzia Anna Statkiewicz w uzasadnieniu postanowienia stwierdziła, że wypowiedź abp. Michalika podczas homilii w żadnym stopniu nie wyczerpuje znamion przestępstwa. „Oskarżony miał prawo wypowiedzieć swoje poglądy co do istoty problemów współczesności, w tym zjawiska pedofilii, rozwodów, feminizmu czy innych” – stwierdziła sędzia. Drugi pozew, tym razem już cywilny, został złożony w Przemyślu. Feministka domaga się tysiąca złotych, przeprosin w czasie homilii oraz w ogólnopolskiej gazecie. M. Marenin uznała, iż krytyczna opinia metropolity na temat feminizmu „naraża ją na utratę zaufania” w działalności publicznej. Pozew – choć cywilny –wnosi więc nie tyle osoba prywatna, co publiczna. I jest to taki sam element uprawiania przez nią polityki jak marsz, pikieta czy konferencja prasowa. Ot, jeden więcej „event” obliczony na zyskanie rozgłosu. Jedni politycy walczą z korupcją, inni z obcym kapitałem, zaś pani Marenin walczy z Kościołem, i to jest jej pomysł na zaistnienie w życiu publicznym. W tym przypadku pomysł zakończony już w pewnym sensie politycznym sukcesem, bo o pozwie jest głośno i postanowili go do swych celów wykorzystać liderzy nowej lewicy. Prof. Jan Hartman osobiście zjawił się na pierwszej rozprawie, która odbyła się w Przemyślu 12 marca. (…), Piotr Legutko,  str. 36-37

Miłosierdzia czy sprawiedliwości?
Powiedz [ludziom], że miłosierdzie jest największym przymiotem Boga – pouczył Jezus siostrę Faustynę. W ten sposób prosta zakonnica staje się Apostołką Miłosierdzia, dziś znaną na całym świecie. W jej „Dzienniczku” miłosierdzie głoszone jest na różne sposoby: „O, jak wielkie jest miłosierdzie Pańskie, ponad wszystkie przymioty Jego”. To temat na rozważania teologiczne: Czy rzeczywiście miłosierdzie możemy nazwać największym atrybutem Boga? Jestem przekonany, że Bóg, który jest odwieczną miłością, objawia się najpełniej człowiekowi w atrybucie miłosierdzia. A człowiek, świadomy swych słabości i grzechów, prosi Boga przede wszystkim o miłosierdzie. Z drugiej strony, kiedy patrzę na współczesny świat, zastanawiam się: Czego najbardziej nam brakuje w życiu społecznym? Czy właśnie miłosierdzia? Czy może raczej sprawiedliwości? Sądzę, że tego drugiego. W życiu społecznym pragniemy przede wszystkim sprawiedliwości. Nie oczekujemy od tych, którzy mają władzę, miłosierdzia. Oczekujemy, że będą sprawiedliwi i kompetentni. Nie irytuje nas to, że jakiś polityk okazał się mało miłosierny, ale to, że wykorzystuje układy, aby „wycinać” oponentów, zamiast publicznie dyskutować z nimi o ważnych dla Polski sprawach, tak aby obywatele mieli szansę dokonać racjonalnego wyboru. Nie wnerwia nas, że sędzia nie okazał miłosierdzia, ale to, że feruje wyroki wzięte z sufitu, zideologizowane, upolitycznione, po prostu niesprawiedliwe. Porządni ludzie odczuwają głód sprawiedliwości, kiedy ubecy nie ponoszą odpowiedzialności za swe zbrodnie, kiedy temat zamordowanych w latach 80. księży nawet nie jest podejmowany, a za to w III RP skazywany jest na trzy lata bezwzględnego więzienia Mariusz Kamiński, człowiek uczciwy, który walczył z korupcją. Walczył za bardzo… „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary” – mówi Jezus apostołom. Ale jednocześnie gromi wszelką niesprawiedliwość i naucza o sądzie ostatecznym. A w Księdze Apokalipsy czytamy: „Dla tchórzów, niewiernych, obmierzłych, zabójców, rozpustników, guślarzy, bałwochwalców i wszelkich kłamców: udział w jeziorze gorejącym ogniem i siarką”. To tylko metafora? Być może. Ale mówi nam ona, że głód sprawiedliwości (nie zemsty) zostanie zaspokojony. A na końcu zatriumfuje miłosierdzie. ks. Dariusz Kowalczyk, str. 38

O „zmianach w zakresie wskaźników”
Dlaczego w katolickiej od ponad 1000 lat Polsce śmierć Jana Pawła II ma być początkiem modernizacyjnego przełomu? Ośrodek CBOS potraktował 10. rocznicę śmierci św. Jana Pawła II poważnie, publikując liczne komunikaty dokumentujące stan naszej religijności. Ich tytuły – „Zmiany w zakresie podstawowych wskaźników religijności Polaków po śmierci Jana Pawła II”; „Oczekiwanie na zmiany w nauczaniu Kościoła” czy „Jan Paweł II w pamięci Polaków po dziesięciu latach od śmierci” – sugerują, że socjologowie CBOS oczekują raczej zmian niż stabilizacji. Dlaczego w katolickiej od ponad 1000 lat Polsce śmierć Jana Pawła II ma być początkiem modernizacyjnego przełomu, nie wiem, ale samą inicjatywę doceniam. Komunikaty CBOS omawiają także „Sfery sacrum i profanum w życiu publicznym” oraz „Kanon wiary Polaków”. Pięć obszernych komunikatów przynosi wiedzę, która niekoniecznie uzasadnia „zmiany w zakresie wskaźników” i nie przekonuje do tezy o „słabnącej po śmierci JPII religijności Polaków” oraz podobno widocznym „nasilaniu się procesu prywatyzacji religii”. To prawda, że odsetek niewierzących wzrósł w ostatnich 10 latach z 4 do 8 procent, jednak nadal deklaracje religijności stabilnie składa 84 procent Polaków (spadek o 1 pkt. proc.). Nawet jeśli „poziom zaangażowania w praktyki religijne” uległ po śmierci Jana Pawła II pewnemu osłabieniu – przykładowo zmniejszył się (z 58 do 50 proc.) odsetek praktykujących raz w tygodniu i wzrósł (z 33 do 37 proc.) odsetek praktykujących nieregularnie, teza o zasadniczej zmianie budzi poważne wątpliwości. Więcej jest dzisiaj tych, którzy wierzą „na swój własny sposób” (52 proc.) oraz mniej (39 proc.) „wierzących i stosujących się do wskazań Kościoła” (w roku 2005 było ich 60 proc.). To może, ale nie musi być sygnał zmian, jednak zdanie, że „śmierć papieża Polaka nie pozostała bez wpływu na wiarę i religijność jego rodaków”, wydaje się nieco na wyrost. Tym bardziej że „po 2012 roku odnotowujemy wyhamowanie spadków w zakresie religijności”, pisze autor komunikatu. Trudno traktować wzrost odsetka niewierzących do  8 proc. jako dowód „prywatyzacji religii”. W komunikacie „Kanon wiary Polaków” czytamy: „Niespełna 3/5 Polaków deklaruje niezachwianą wiarę w Boga”, ale w piekło wierzy 56 proc. badanych, a w przeznaczenie – (aż?) 66 proc. respondentów. To, że wierzymy niedoskonale, nie wydaje się ani odkrywcze, ani nowe. Jeśli w 2015 roku nieco ponad jedna czwarta (27 proc.) Polaków deklaruje, że wierzy w Boga, choć miewa chwile zwątpienia, a podobne chwile w 1997 roku przeżywała dokładnie jedna czwarta badanych – to czy  2 pkt. procentowe aby na pewno oznaczają rewolucję? Dodajmy, że „wiarę bez wątpliwości” deklarowało w 2015 roku 56 proc. badanych (w 1997 r. – 61 proc.). Z komunikatu o Polakach oczekujących zmian w nauczaniu Kościoła dowiadujemy się, że w kilku sprawach większość zgadza się z postulatami zgłoszonymi przez część niemieckich kardynałów na nadzwyczajnym synodzie poświęconym rodzinie, a inne podobna większość odrzuca. Sytuację Kościoła w Polsce oceniamy jako dobrą (68 proc. w 2015 roku i 62 proc. w 2013 roku), co oznacza, że uważamy ją za lepszą niż sytuacja Kościoła w Europie (55 proc.) Jednak najciekawszy wydaje się komunikat poświęcony naszej pamięci o Janie Pawle II. Zdecydowana większość Polaków (94 proc.) uważa, że wciąż pamiętamy o polskim papieżu, że znamy jego nauczanie (71 proc.), a prawie połowa sądzi (45 proc.), że kierujemy się w życiu jego wskazaniami. Odsetek osób deklarujących osobistą znajomość (70 proc.) nauczania Jana Pawła II jest nieco niższy niż tuż po jego śmierci (79 proc.), ale wyższy niż w 2010 roku (56 proc.). Podobnie wielu kieruje się w życiu wskazaniami papieża Polaka – 68 proc. badanych, czyli mniej niż w 2005 roku (84 proc.), ale więcej niż w roku 2010 (65 proc.). Teza o prywatyzacji religii i słabnących wskaźnikach religijności zderzona z odsetkiem badanych, którzy deklarują znajomość nauczania JPII oraz twierdzą, że kierują się w życiu jego wskazaniami (59 proc.), wydaje się wątła. Chyba że założymy, że minimalny poziom wymagań wynosi dla Polaków 90 proc. i ani punktu procentowego mniej. W komunikatach CBOS są i takie wyniki – dla 95 proc.(!) Polaków Jan Paweł II jest ważnym autorytetem moralnym, niezmiennie od 5 lat. Może nieco rzadziej wspominamy i rozmawiamy o św. Janie Pawle II, ale przybywa tych, „którzy proszą go o pomoc w konkretnej sprawie, a odsetek respondentów deklarujących modlitwę do Jana Pawła II jest najwyższy (64 proc.) od czasu, kiedy zaczęliśmy pytać o tę kwestię”. Nic dziwnego, rok temu przeżyliśmy jego kanonizację. Może więc ukryta w komunikatach sugestia, że zapominamy o Janie Pawle II, a „zmiany w zakresie wskaźników religijności” dowodzą słabnięcia i prywatyzacji naszej wiary, jest przejawem chciejstwa modernizatorów, a nie prawdą o nas samych. Myślę o tym, obserwując tłumy wiernych na wielkopostnych rekolekcjach i w kolejkach do konfesjonałów. Znam także badania zrealizowane przez socjologów w Centrum Myśli Jana Pawła II, z których wynika, że w sprawie ochrony życia poczętego wyraźnie zmieniliśmy poglądy po (!) śmierci ojca świętego, i to dokładnie tak, jak tego od nas oczekiwał. Jeszcze w 2005 roku prawną możliwość przerywania ciąży z powodu trudnej sytuacji materialnej kobiety akceptowało 42 proc. badanych przez CBOS Polaków. Wyraźną zmianę przyniósł pierwszy rok po śmierci Jana Pawła II – w listopadzie 2006 roku aborcję na życzenie dopuszczało już tylko 27 proc. respondentów. Szanujmy nie tylko to, co w swoim nauczaniu przekazał nam św. Jan Paweł II, ale także naszą gotowość do przyjęcia jego słów. I pamiętajmy, że ten papież miał zginąć 13 maja 1981 roku. Barbara Fedyszak-Radziejowska, str. 74



Idziemy, nr 14 na 12 kwietnia 2015 r.

Niechciane miłosierdzie
Z zarzutem braku miłosierdzia spotkałem się osobiście niedawno. Było to po tym, jak w ogłoszeniach parafialnych zachęcałem wiernych do przeczytania jednego z artykułów w tygodniku „Idziemy”. Tekst ten, podobnie jak apel Prezydium Episkopatu Polski omawiany w bieżącym numerze, wskazywał na to, co dla katolika jest nie do przyjęcia, a co jest manipulacją w rządowym projekcie ustawy o in vitro. Do zakrystii wpadła po tym mocno sfrustrowana dwudziestoparolatka, aby mnie zbesztać. – Nie przyszłam tu dyskutować, tylko chcę księdza z tym zostawić – rzuciła na odchodne, wylawszy przedtem kubeł inwektyw. Nie chcę robić z siebie męczennika, bo mój przypadek nie jest bynajmniej odosobniony. Wskazuję raczej na zjawisko, które dotyka coraz szerszej grupy duchownych. Mieści się w nim również ciąganie po sądach abp. Józefa Michalika za jego wypowiedź w homilii, że dzieci z rodzin rozbitych i dysfunkcyjnych padają ofiarą molestowania i innych przestępczych zachowań statystycznie częściej niż te, które są wychowywane w zdrowych rodzinach i mają dobre relacje z ojcem i matką. Takie spostrzeżenie potwierdza wielu psychologów i socjologów, a pośrednio w jednym ze swoich reportaży o ofiarach molestowania potwierdziła je nawet pewna wyjątkowo nieprzychylna abp. Michalikowi gazeta. Wszczęcia procesu karnego przeciwko niemu odmówiły już dwie instancje polskiego wymiaru sprawiedliwości. Mimo to skarżąca arcybiskupa feministka nie ustaje w nękaniu go kolejnymi pozwami. Niebezpieczeństwo skazania abp. Michalika za jego homilię przy obecnym ustawodawstwie jest raczej niewielkie. Co innego, jeśli w Polsce zacznie obowiązywać paragraf o mowie nienawiści w wersji popieranej przez obecnego ministra sprawiedliwości. Teraz jednak pod adresem wszystkich biskupów i księży w Polsce płynie mocny sygnał, że jeśli nie chcą mieć kłopotów, to niech się nie wypowiadają na tematy społecznie drażliwe, których wrzaskliwe siły sobie nie życzą. Strach przed procesem ma działać jak knebel. W tym samym kontekście trzeba odczytać ostatnie ataki na niektórych polskich biskupów za ich wielkanocne kazania, w których ostrzegali przed skutkami ustawowego pogwałcenia praw natury i praw dziecka do wzrastania w pełnej i trwałej rodzinie oraz przeciwstawiali się szydzeniu z rodziny. Spreparowany naprędce zarzut o mieszanie się do polityki przypomina swoim prymitywizmem działanie cepa. Ma wpłynąć na sposób wypełniania przez duchowieństwo obowiązku formowania sumień wiernych i na treść ich nauczania w zakresie katolickiej moralności. Bardziej niepokoić musi pojawiająca się właśnie agresja ze strony samych wiernych, skierowana przeciwko duchownym głoszącym im obowiązujące zasady moralne. Przypadków takich odnotowaliśmy ostatnio kilka. Jak choćby ten, gdy ktoś żądał zawieszenia w czynnościach kapłańskich księdza, który nie rozgrzesza osób żyjących w konkubinatach. Zarzut: brak miłosierdzia! Także pod adresem naszego tygodnika zdarzają się żądania, abyśmy prawdy i manipulacji nie nazywali tak wprost i po imieniu, bo to jest brak chrześcijańskiego miłosierdzia. Może więc przed nadchodzącym Rokiem Świętym Miłosierdzia Bożego warto przypomnieć także wiernym – nie wyłączając polityków i dziennikarzy – że jednym z najcięższych grzechów przeciwko miłosierdziu jest niemówienie człowiekowi prawdy. Bo czy da się pogodzić z miłosierdziem sytuacja, kiedy widzimy, jak ktoś idzie w złym kierunku i nie próbujemy mu tego powiedzieć? Oczywiście z miłością, choć czasem zdecydowanie. Łatwiej jest i wizerunkowo bardziej się opłaca „głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, podróżnych w dom przyjąć, więźniów pocieszać, chorych nawiedzać i umarłych grzebać”. Ale nie wolno zapominać, że trzeba też „grzeszących upominać, nieumiejętnych pouczać, wątpiącym dobrze radzić, strapionych pocieszać, krzywdy cierpliwie znosić, urazy chętnie darować oraz modlić się za żywych i umarłych”. Jesteśmy zobowiązani do miłosierdzia nie tylko wobec ciała, ale i wobec duszy, choć chyba każdy rozumie, że łatwiej jest dać żebrakowi na ulicy pieniądze, niż choćby upomnieć chuligana niszczącego przystanek. Problem w tym, że często ów upominany czy pouczany wcale sobie tego nie życzy – w odróżnieniu od głodnego, który szczerze pragnie chleba, czy nagiego, który chce się przyodziać. Ale jedno i drugie jest aktem miłosierdzia. Przynajmniej wewnątrz Kościoła nie wolno o tym zapominać. Ks. Henryk Zieliński,

Rok Miłosierdzia
Z bp. Janem Zającem, przewodniczącym Zespołu ds. Sanktuariów Episkopatu Polski i byłym rektorem Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach, rozmawia Irena Świerdzewska. - Zaskoczyło Księdza Biskupa ogłoszenie Roku Świętego Miłosierdzia Bożego? - Zaskoczyło – pozytywnie! Ojciec Święty Franciszek, myśląc o tym, jak Kościół może uczynić jeszcze bardziej oczywistym swoje posłannictwo bycia świadkiem Miłosierdzia, postanowił ogłosić jubileusz nadzwyczajny, którego ośrodkiem będzie Miłosierdzie Boże. Słysząc o tej decyzji papieskiej, uświadomiłem sobie, że od kilku lat osoby świeckie zwracały się z sugestią, aby prosić Ojca Świętego o ogłoszenie Roku Miłosierdzia. W sercach ludzi włączonych w apostolstwo miłosierdzia budziła się tęsknota za pogłębieniem nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego w czasie szczególnego Roku. Jeszcze raz sprawdziła się prawda ewangeliczna, że Bóg „swoje upodobania” objawia „prostaczkom”. Będzie to Rok Święty Miłosierdzia! Jak ogłosił papież Franciszek, chcemy go przeżywać w świetle słów Pana: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny”. - Jubileusze w Kościele dotąd wiązały się z rocznicą narodzenia albo śmierci Chrystusa. Z czym należy łączyć ten jubileusz? - Pojęcie jubileuszu wyszło od Żydów, u których był to rok obchodzony co 50 lat. W tym roku należało wprowadzić z powrotem równość dla wszystkich synów Izraela, ofiarując nowe możliwości rodzinom, które straciły swój dobytek, a czasem nawet wolność osobistą. Był to prawdziwy Rok Miłosierdzia! Kościół katolicki rozpoczął tradycję Roku Świętego za pontyfikatu Bonifacego VIII w 1300 roku. Najpierw co 100 lat, potem co 50 i wreszcie co 25 lat. Ostatnim był Wielki Jubileusz Roku 2000 ogłoszony przez Jana Pawła II. Obok zwyczajnych jubileuszów co pewien czas papieże ogłaszają także jubileusze nadzwyczajne, gdy uznają, że istnieje ku temu szczególna okazja. Takimi były lata święte: 1900. rocznica Odkupienia (w roku 1933/34) i 1950 lat od Odkupienia (1983/84). Jubileusz ma charakter duchowy. To czas przebaczenia i odpuszczenia grzechów, otwarty dla wszystkich. Stwarza możliwość odnowienia więzi z Bogiem i z drugim człowiekiem. Jest szansą pogłębienia wiary, zanurzenia się w Bożym Miłosierdziu i okazją do niesienia miłosierdzia bliźnim. - Co oznacza dla katolików? Jakie obowiązki i jakie przywileje z niego wynikają? - Obrzędem rozpoczynającym jubileusz jest otwarcie drzwi świętych – symboliczne otwarcie dla wszystkich wiernych wejścia w stronę zbawienia. Otwarte są możliwości pogłębienia więzi z Bogiem, uporządkowania relacji międzyludzkich opartych na prawie Bożym, skorzystania ze szczególnych łask związanych z jubileuszem, czyli zyskania odpustów – darowania wszystkich kar doczesnych po przeżyciu sakramentu pokuty.

Trudne początki
Dwa centra kultu Miłosierdzia Bożego promieniowały na świat: z Wilna poprzez całą Litwę na Wschód i z Białegostoku przez Polskę na Zachód. Pierwszymi propagatorami kultu Miłosierdzia Bożego w Białymstoku byli repatrianci okresu II wojny światowej, którzy z powodu groźby prześladowań musieli uciekać z Wilna i Wileńszczyzny. Od momentu zetknięcia się w roku 1933 z objawieniami Jezusa, darowanymi s. Faustynie Kowalskiej, i po nabraniu przekonania, że to, co przekazuje swojej „Sekretarce” Chrystus, nie jest fantazją i przewidzeniem, ks. prof. Michał Sopoćko jako teolog poważnie rozpoczął prace nad powierzoną Kościołowi tą formą czci Bożego Miłosierdzia. Zdołał na terenie Wilna i okolic zdobyć wiernych, którzy w kulcie Bożego Miłosierdzia widzieli nadzieję ocalenia nie tylko przed potępieniem wiecznym, ale też przed niebezpieczeństwami zagrażającymi naszemu narodowi od wrogów Boga i Polski. Powoli wśród wiernych zaczynała się rozpowszechniać koronka do Miłosierdzia Bożego. I powoli też rozpowszechniało się poczucie, że należy posiadać przy sobie obrazek Bożego Miłosierdzia. Produkowano nie tylko obrazy kultyczne, ale też takie, jakie zwykliśmy mieć w książeczkach do nabożeństwa. Drukowano nawet tak małe obrazki, że można je było skryć między palcami dłoni. Pamiętam wydarzenie, które przytrafiło się jednemu z moich krewnych. Illukowicz – bo tak się nazywał ów pracownik dyrekcji PKP w Wilnie – został w grudniu 1940 r. aresztowany przez NKWD i osadzony w ciężkim więzieniu na wileńskich Łukiszkach. Został przeznaczony do deportacji w głąb ZSRR. Wraz z innymi więźniami był już w bydlęcym wagonie. Transport uratowali jednak kolejarze wileńscy, którzy od wagonów zapełnionych strażą więzienną i funkcjonariuszami NKWD skrycie odczepili wagon z więźniami. Lokomotywa ze strażnikami pojechała dalej, a w tym czasie przygotowani już AK-owcy rozbili wagon i więźniowie szczęśliwie uciekli do swoich rodzin. Kiedy wspomniany krewny stanął w drzwiach naszego mieszkania – bo do swojego bał się wracać – zapytaliśmy, jak się uratował. A on pokazał ów maleńki obrazek Bożego Miłosierdzia, którego nie znaleźli przeprowadzający bardzo szczegółową rewizję enkawudziści, i powiedział: „To On mnie uratował”. Po wojnie repatrianci dziękowali Bożemu Miłosierdziu, że jeszcze są na wolności. Gromadzili się w kościele farnym w Białymstoku prywatnie, by o godz. 15, jak tego nauczał Chrystus, w grupkach publicznie odmawiać koronkę do Miłosierdzia Bożego. Pamiętam te grupy. Jako wikariusz parafii farnej w latach 1955–1957 znałem parę tych osób i wiedziałem, że są z Wilna. Warto też pamiętać, że usunięty rozkazem Stalina ze swojej stolicy arcybiskupiej metropolita wileński abp Romuald Jałbrzykowski w sierpniu 1945 r. przybył do Białegostoku. Tu przeniósł Kurię Arcybiskupią, wydział teologiczny z Uniwersytetu Stefana Batorego i Wyższe Seminarium Duchowne oraz Kapitułę Katedry Wileńskiej. W granicach PRL znalazła się wtedy zaledwie dziesiąta część archidiecezji wileńskiej. W jakże niełatwych warunkach zaczęła się nowa, powojenna praca. Wspomnę, że to właśnie abp Jałbrzykowski uratował ks. prof. Sopoćkę przed deportacją na Sybir czy w inne miejsce na nieludzkiej ziemi. Nie wiem, jak do abp. Jałbrzykowskiego doszła wieść, że ks. prof. Sopoćko postanowił zostać w Wilnie i zająć się nawracaniem obywateli ZSRR. Ale wiem, że metropolita zdecydował szybko, wzywając go telegramem, aby natychmiast przyjechał do Białegostoku. Jako przedwojennemu profesorowi teologii na Uniwersytecie Stefana Batorego polecił podjąć pilnie wykłady. Jeżeli pamięć mnie nie myli, był to rok akademicki 1947/1948. Udała się ta repatriacja. Ksiądz Sopoćko przybył szczęśliwie i oprócz wykładów katechetyki zaczął dalej pracować nad szerzeniem kultu Bożego Miłosierdzia wśród wiernych. Uczył nas, alumnów, rozumienia kultu i jego form. Miał tyle przekonujących argumentów, że nowe pokolenie kapłanów, święcone w Białymstoku, wychodziło do pracy duszpasterskiej bogatsze i o tę formę czci Boga. Wiedzieliśmy, że ks. prof. Sopoćko wiele pracuje od strony teologicznej, by dać mocne podstawy kultu Bożego Miłosierdzia. Pracował w oparciu o objawienia, które nakazał spisać s. Faustynie od roku 1933, kiedy został kanonicznie jej spowiednikiem. Znałem osobiście ks. prof. Sopoćkę od czasów wileńskich, a bliżej go poznałem, kiedy był moim spowiednikiem w wileńskim Seminarium Duchownym. Przerwa w moim kontakcie z ks. prof. Sopoćką była dość długa, bo od roku 1951 do 1955 i od 1959 do 1970. To był czas moich studiów na KUL i profesury w Wyższym Seminarium Duchownym „Hosianum” w Olsztynie. Decyzją papieża Pawła VI zostałem powołany w roku 1969 na rządcę archidiecezji w Białymstoku w randze administratora apostolskiego. Sakrę przyjąłem 8 lutego 1970 r. Zostałem więc przełożonym ks. Sopoćki. Ucieszył się, gdy się dowiedział, że jego uczeń i penitent znów przyszedł do pracy w macierzystej archidiecezji. Były to lata niełatwe. Wokół sprawy kultu Miłosierdzia Bożego też gromadziły się trudności. Pojawiła się notyfikacja Stolicy Apostolskiej, z roku – jeśli dobrze pamiętam –1959 r. Czy główną przyczyną było wydawnictwo katolickie w Kanadzie, prowadzone przez katolickiego kapłana, który odważnie, ale na własną rękę propagował w piśmie i słowie kult Bożego Miłosierdzia? Przedobrzył sprawę, podając wyssaną z palca wiadomość, że umierając, Prymas kard. August Hlond wzywał Miłosierdzia Bożego. Niby bardzo pięknie, ale abp Baraniak, który przez długie lata był osobistym sekretarzem kard. Hlonda, był też świadkiem ostatnich chwil jego życia. Stwierdził jednak kompetentnie, że umierając, kard. Hlond powtarzał: „Jak przyjdzie zwycięstwo, to przyjdzie przez Maryję”. Ale notyfikacja Stolicy Apostolskiej być może nastąpiła także z innych racji. Ksiądz prof. Sopoćko podwoił prace, by doprowadzić do wyjaśnienia nieporozumień wokół kultu Miłosierdzia. Odbywało się to z korzyścią dla samego kultu. Prosił mnie wielokrotnie, by jego opracowania przekazywać Prymasowi kard. Stefanowi Wyszyńskiemu i by on wnosił temat na Konferencję Episkopatu Polski. Spełniałem te życzenia. Niekiedy Ksiądz Prymas tłumaczył: „Nie ma odpowiedniej atmosfery, teraz nie”. Oddawałem materiały ks. Sopoćce, ale on nie popadał w rozgoryczenie. Mówił do mnie: „A zobaczysz, Miłosierdzie Boże zwycięży”. Kiedy zaistniał czas, że odwołano wcześniejsze zastrzeżenia, w prokatedrze białostockiej obraz Bożego Miłosierdzia został wywieszony do kultu publicznego. Razem z ks. Sopoćką chodziliśmy po kościele, szukając najodpowiedniejszego miejsca. Wybrał miejsce widoczne dobrze w świątyni, przy ołtarzu św. Antoniego. Teraz archikatedra białostocka ma specjalną kaplicę Miłosierdzia Bożego. Latem 1973 r. ks. prof. Michał Sopoćko, jako czciciel i propagator kultu Bożego Miłosierdzia, został włączony przeze mnie w poczet kanoników rzeczywistych Kapituły Katedralnej Wileńskiej. W 1974 r. obchodził 60-lecie kapłaństwa. A w roku 1975 odszedł do Domu Ojca. We wrześniu 2008 r. doczekał się wyniesienia na ołtarze jako błogosławiony. Kard. Henryk Gulbinowicz,

Projekt nie do przyjęcia
Wobec przyjętego przez rząd PO-PSL projektu ustawy o medycznym wspomaganiu prokreacji (in vitro) Prezydium Konferencji Episkopatu Polski wydało apel, w którym wskazuje na nieprzekraczalne w tej sprawie granice kompromisu politycznego. Kompromis moralny – podkreśla apel – w ogóle nie wchodzi w rachubę. Apel biskupów skierowany był głównie do polityków deklarujących związki z Kościołem. W dokumencie, opublikowanym 31 marca, prezydium episkopatu zwraca się głównie do polityków deklarujących związki z Kościołem. Liczy też na rozważenie przedstawionych argumentów przez wszystkich parlamentarzystów, którym zależy na dobru obywateli i na poszanowaniu godności człowieka. Biskupi zwracają uwagę na swoje prawo do wyrażania poglądów w przestrzeni publicznej oraz na konieczność ochrony katolickich parlamentarzystów przed popadnięciem w konflikt sumienia. Biskupi stwierdzają: „Czujemy się wezwani, by do nich skierować szczególne wyrazy wsparcia i zapewnienia o modlitewnej pamięci, w której prosimy dla nich o dojrzałość, odwagę i roztropność przy tworzeniu prawa. W trosce o to, by mogli oni podjąć decyzję o swoim zaangażowaniu w prace legislacyjne w sposób zgodny z dobrze uformowanym sumieniem, pozostać w pełnej łączności ze wspólnotą Kościoła katolickiego i w dyspozycji do przyjmowania Komunii świętej, przedstawiamy kryteria do jej podjęcia w sposób wolny, prawy i odpowiedzialny”. Brak poszanowania granic kompromisu politycznego „rodzi odpowiedzialność moralną za skutki wejścia w życie takiej regulacji i może oznaczać wykluczenie się ze wspólnoty Kościoła”. Ci, którzy uczestniczą w kompromisie politycznym, nie mogą pozostawiać marginesu wątpliwości co do moralnej oceny zjawiska, którego zakres występowania chcą przynajmniej ograniczyć, jeśli nie mają wystarczających możliwości, aby je wyeliminować całkowicie. – Katolik może brać udział w wypracowaniu i przyjęciu prawa, które nie jest doskonałe z perspektywy moralnej, o ile w ten sposób zwiększa się ochronę dobra – piszą biskupi, powołując się na stanowisko zawarte w encyklice św. Jana Pawła II Evangelium vitae. Apel zawiera stanowczy sprzeciw wobec postawy tych polityków, którzy swoje poparcie dla in vitro motywują wiarą i troską o człowieka. „Z przykrością odnotowujemy wypowiedzi niektórych polityków, którzy przyznają się do wiary katolickiej, iż poparcie projektu w kształcie przyjętym przez rząd jest konieczne z powodu troski o dobro par zmagających się z dramatem niepłodności. Pragniemy przypomnieć, że w sytuacji tego dramatu Kościół stoi po stronie człowieka. Nie potępia nikogo. Stara się podpowiadać dobre rozwiązania, w tym realne leczenie przyczyn niepłodności” – czytamy. Biskupi protestują przeciwko manipulacji stosowanej przez projektodawców, którzy zapłodnienie in vitro zakwalifikowali do metod leczenia niepłodności. „Za bulwersujące uważamy stanowisko lekarzy i biologów współpracujących z podmiotami zajmującymi się procedurą medycznie wspomaganej prokreacji, którzy zaprzeczają powszechnie już publikowanym danym naukowym o istotnych negatywnych skutkach zdrowotnych, jakie powoduje u dziecka i u jego matki ten sposób poczęcia” – piszą autorzy apelu. Episkopat przypomina zarazem, że duża grupa par borykających się ze skutkami niepłodności ma szansę na poczęcie dziecka w wyniku starań naprotechnologów, czyli lekarzy i instruktorów specjalizujących się w nowoczesnych metodach identyfikacji i leczenia biologicznych przyczyn niepłodności. Podkreślają, że jest to metoda moralnie dobra, która charakteryzuje się większą skutecznością od sztucznego rozrodu. Analizując rządowy projekt, biskupi stwierdzają: „jego twórcy uczynili wiele, by ukryć prawdziwe intencje oraz radykalizm rozwiązań. W konsultacjach społecznych projektu twórcy czynili znacznie więcej, świadomie wprowadzali bowiem w błąd, twierdząc np., że nie przewiduje on selekcji zarodków lub uniemożliwia zapłodnienie kobiet żyjących w związkach osób tej samej płci”. Prócz tego członkowie prezydium episkopatu najważniejsze zastrzeżenia do projektu przedstawili w kilku punktach: 1. Projekt umożliwia stosowanie procedury in vitro bez podjęcia realnej próby leczenia prawdziwej przyczyny niepłodności. Do zabiegu medycznie wspomaganej prokreacji można będzie przystąpić już po dwunastu miesiącach „leczenia”, rozumianego również jako poradnictwo medyczne czy diagnozowanie przyczyn niepłodności, jak również od razu, jeżeli „zgodnie z aktualną wiedzą medyczną nie jest możliwe uzyskanie ciąży w wyniku zastosowania tych metod”. To znaczy, że praktyka lekarska osób świadczących usługi z zakresu in vitro nie zakłada rzetelnej diagnostyki i jest nakierowana na zaproponowanie jak najszybszego sposobu poczęcia i urodzenia dziecka. 2. Projekt lekceważy dobro dziecka, jakim jest zapewnienie, by urodziło się ono w stabilnej i pełnej rodzinie, tak jak to się dzieje przy procedurach adopcyjnych. Pozwala również na urodzenie dziecka przez kobiety pozostające w związkach z osobami tej samej płci. Jest to wynik krótkotrwałości okresu leczenia niepłodności „w parze” oraz tego, że jedyną przesłanką stwierdzenia, że do procesu leczenia przystępują osoby pozostające w związku konkubenckim, jest ich „zgodne oświadczenie”. 3. Projekt zakłada eugeniczną selekcję zarodków. Przewiduje ich podział na zarodki zdolne do prawidłowego rozwoju oraz pozostałe. Te pierwsze muszą spełniać łącznie dwa warunki – w warunkach laboratoryjnych rozwijają się w odpowiednim tempie, mają odpowiednią budowę morfologiczną oraz nie stwierdzono u nich wady, która skutkowałaby ciężkim i nieodwracalnym upośledzeniem albo jakąkolwiek nieuleczalną chorobą. Oznacza to nie tylko odrzucenie dzieci z chorobą Downa czy mukowiscydozą, ale również np. genetycznie uwarunkowaną łuszczycą skóry. Projekt pozwala na swobodne niszczenie tej drugiej grupy embrionów ludzkich. 4. Projekt umożliwia klonowanie człowieka. Przewiduje zakaz stworzenia zarodka, którego „informacja genetyczna w jądrze komórkowym jest «identyczna» z informacją genetyczną w jądrze komórkowym innego zarodka, płodu, człowieka, zwłok lub szczątków ludzkich”, ale nie zakazuje stworzenia zarodka o tej samej informacji genetycznej zawartej w mitochondriach ani zarodka o podobieństwie 99,9%, co jest najczęstszą sytuacją określaną mianem klonowania. 5. Projekt zakłada – jako normalny element procedury – mrożenie embrionów i ich przechowywanie. Kriokonserwacja jest nie do pogodzenia z szacunkiem należnym embrionom ludzkim. Zakłada ich produkcję, wystawia na poważne niebezpieczeństwo śmierci albo naruszenie integralności fizycznej; znaczący ich procent nie przeżywa procesu zamrożenia i rozmrożenia, pozbawia je, przynajmniej czasowo, możliwości przyjęcia i kształtowania w łonie matki. 6. Projekt umożliwia poczęcie dziecka po śmierci dawcy komórek rozrodczych, w tym nie zakazuje możliwości wykorzystania – w przypadku śmierci kobiety – macierzyństwa surogacyjnego. 7. Projekt przewiduje niedopuszczalność przeniesienia zarodków do organizmu matki biologicznej, jeżeli po ich powołaniu do życia któryś z dawców komórek rozrodczych wycofał zgodę. Ponieważ bioetyka katolicka wyklucza możliwość adopcji zarodków pochodzących od innych rodziców biologicznych, zarodki te nigdy nie będą mogły rozwinąć się w celu urodzenia. 8. Projekt pozostawia embrion ludzki poza jakimikolwiek relacjami osobowymi. Zgodnie z proponowanymi rozwiązaniami nie ma on rodziców, którzy sprawują nad nim pieczę i na których ciążą względem niego jakiekolwiek obowiązki rodzicielskie. Jak Kościół zauważa w Instrukcji Dignitas personae, dotyczącej niektórych problemów bioetycznych, „większość niewykorzystanych embrionów pozostaje sierotami. Ich rodzice nie dopominają się o nie, a czasem urywa się z nimi kontakt. To wyjaśnia istnienie składów całych tysięcy zamrożonych embrionów niemal we wszystkich krajach, w których praktykuje się zapłodnienie in vitro” (pkt 18). Biskupi stwierdzają: „W aktualnej sytuacji, mając na uwadze etyczną jakość przygotowanego projektu rządowego, a także wskazania zawarte w p. 73 encykliki Evangelium vitae, nieodzowne minimum, które katolicki poseł mógłby poprzeć w głosowaniu, winno charakteryzować się uznaniem człowieczej godności ludzkiego embrionu, gwarancją jego rozwoju w organizmie biologicznej matki, stabilnością związku mężczyzny i kobiety będących dawcami komórek rozrodczych, opieką rodziców właściwą ich dziecku, wykluczeniem mrożenia embrionów, ich selekcji i poczęcia po śmierci rodzica, a także powinien zawierać wyraźny zakaz klonowania, tworzenia chimer i hybryd, zakaz handlu embrionami oraz prowadzenia na nich eksperymentów medycznych. Tak więc wobec inicjatywy uchwalenia złego prawa o in vitro naszym obowiązkiem jest przyjęcie prawa, które poprawi obecną sytuację, a nie ją bez zastrzeżeń zalegalizuje”. „W imię fałszywie pojmowanej tolerancji oczekuje się, wręcz żąda od katolików, aby zrezygnowali z wnoszenia do życia społeczno-politycznego tego, co zgodnie z wiarą uznają za prawdziwe i słuszne. Doświadczenie pokazuje, że przekonania katolików są dziś spychane na margines dyskusji społecznych jako anachroniczne. Katolikom niemal nie wolno publicznie przeciwstawiać się głoszeniu prawa do decydowania o rodzicielstwie” – piszą biskupi. „Sprzeciwiamy się naruszeniu art. 30 Konstytucji RP, który nakłada na władze publiczne obowiązek poszanowania i ochrony godności każdego człowieka, przyrodzonej i niezbywalnej, niezależnie od etapu jego rozwoju człowieka” – czytamy w zakończeniu apelu. „Raz jeszcze przywołujemy słowa naszego rodaka, którego polski parlament wybrał na patrona 2015 roku – Jana Pawła II. Za nim chcemy sprzeciwić się tej rzeczywistości, w której doświadczamy „wielkiego katolickiego getta, getta na miarę narodu. Zarazem więc my, katolicy, prosimy o wzięcie pod uwagę naszego punktu widzenia” – napisali członkowie Prezydium Konferencji Episkopatu Polski.



Niedziela, nr 14 na 12 kwietnia 2015 r.

Niech cały świat zapłonie Bożym ogniem
W krakowskich Łagiewnikach 17 sierpnia 2002 r. Ojciec Święty Jan Paweł II dokonał Aktu Zawierzenia Świata Bożemu Miłosierdziu. Powiedział, że czyni to „z gorącym pragnieniem, aby orędzie o miłosiernej miłości Boga, które tutaj zostało ogłoszone za pośrednictwem Siostry Faustyny, dotarło do wszystkich mieszkańców ziemi”. Wyraził nadzieję, że to przesłanie będzie się rozchodziło na całą Polskę i na cały świat. Przypomniał słowa św. Faustyny, zapisane w „Dzienniczku” o zobowiązującej obietnicy Pana Jezusa, że stąd ma wyjść „iskra, która przygotuje świat na ostateczne Jego przyjście” (por. Dz. 1732). Papież Polak powierzył nam zadanie przekazywania światu ognia miłosierdzia. A polscy biskupi doprowadzili nawet do uzupełnienia Litanii Loretańskiej wezwaniem: „Matko Miłosierdzia – módl się za nami!”. Dzisiaj okazuje się, że Boża iskra zapala świat wszędzie: na lądach, morzach i w przestworzach. Ważną inicjatywę podjął ostatnio zespół „Iskra Bożego Miłosierdzia”, działający przy kościele Ojców Jezuitów w Łodzi, wraz z ks. Zbigniewem Stefaniakiem, kapelanem Lotniska Chopina w Warszawie, oraz o. Edwardem Praczem, koordynatorem Regionalnego Apostolstwa Ludzi Morza dla Europy. Organizują oni pielgrzymowanie obrazów Jezusa Miłosiernego wszystkimi drogami i środkami lokomocji. W inicjatywę włączyli się kapelani ludzi morza, lotnisk, duszpasterze kierowców zawodowych i motocyklistów. Wielka peregrynacja obrazów rozpocznie się 12 kwietnia 2015 r. podczas Mszy św. w kościołach i kaplicach działających na lotniskach, a 18 kwietnia – na Jasnej Górze. Osoby przejmujące obrazy będą się modlić Koronką do Bożego Miłosierdzia. Organizatorzy wyjaśniają, że przekazując obraz innym ludziom, będziemy wypełniać prośbę Pana Jezusa: „Pragnę, aby poznał świat cały miłosierdzie moje” (Dz. 687). Pielgrzymka obrazów nawiązuje do 80. rocznicy objawienia Koronki do Bożego Miłosierdzia oraz 80. rocznicy pierwszego wystawienia obrazu Jezusa Miłosiernego do publicznej czci w Ostrej Bramie w Wilnie. Patronat nad tą inicjatywą oraz opiekę duchową sprawuje bp Henryk Ciereszko z Białegostoku, a patronat medialny przyjęła „Niedziela”. Kolejna inicjatywa, jakiej świat jeszcze nie widział, też rozpocznie się w Niedzielę Miłosierdzia Bożego, 12 kwietnia br. – to pielgrzymka kopii słynnego obrazu wileńskiego. Czterej byli więźniowie, którzy niedawno okrążyli ziemię, tym razem pokonają trasę z Łodzi do Rzymu, ciągnąc specjalny wózek z wielkim obrazem, z napisem „Jezu, ufam Tobie” w języku arabskim. Obraz Jezusa Miłosiernego przekażą Ojcu Świętemu z darem modlitwy w intencji prześladowanych chrześcijan, pokoju na świecie i wierności Ewangelii. Dzieje się to wszystko na kilka miesięcy przed otwarciem (8 grudnia 2015 r.) zapowiedzianego przez papieża Franciszka Roku Świętego Bożego Miłosierdzia. Już teraz, patrząc na nasz glob, można się przekonać, że iskra Bożego Miłosierdzia dociera wszędzie. A co będzie w lipcu 2016 r., gdy miliony młodzieży zgromadzą się w Krakowie wokół papieża Franciszka podczas trwającego jeszcze wtedy Roku Miłosierdzia... Cały świat pewnie zapali się płomieniem Bożej Miłości. I tego sobie wszyscy życzymy, bo cała ludzkość i każdy konkretny człowiek – wszyscy potrzebują Bożego Miłosierdzia. Lidia Dutkiewicz, str. 3

Ojciec Święty do Polaków
Serdeczne pozdrowienie kieruję do Polaków. Drodzy bracia i siostry, w tych dniach Triduum Sacrum, przeżywając na nowo mękę naszego Pana, wejdźmy w tajemnicę i podejmijmy zachętę apostoła Pawła: Niech was ożywiają uczucia znamienne dla Jezusa Chrystusa (por. Flp 2, 5). Wtedy nasze święta będą dla nas „dobra Paschą”. Jutro przypada 10. rocznica śmierci św. Jana Pawła II. Wspominamy go jako wielkiego świadka cierpiącego, umarłego i zmartwychwstałego Chrystusa i prosimy go, aby wstawiał się za nami, za rodzinami i za Kościołem, by światło zmartwychwstania rozjaśniło wszelkie mroki naszego życia i napełniło nas radością i pokojem. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Audiencja generalna, 1 kwietnia 2015 r., str. 4

Tikrit odbity, Damaszek zagrożony
Koalicja walcząca z Państwem Islamskim (IS) odbiła z rąk dżihadystów iracki Tikrit, rodzinne miasto Saddama Husajna. To największy dotychczasowy sukces sił zwalczających terrorystów. Bez opanowania Tikritu nie można dostać się do Mosulu, który stanowi faktyczną stolicę samozwańczego kalifatu utworzonego przez terrorystów z IS. W działaniach wzięło udział 30 tys. irackich żołnierzy oraz szyickich bojowników Hashid Shaabi wspieranych przez Iran. Tikrit znajdował się w rękach sunnickiego Państwa Islamskiego od czerwca 2014 r. Po zajęciu miasta terroryści rozstrzelali tam co najmniej 1,5 tys. kadetów z Irackich Sił Powietrznych. (…), Jakub Jałowiczor, str. 6

Prawo, które legalizuje zło
Prezydium Konferencji Episkopatu Polski w apelu nawiązującym do rozpoczęcia prac nad projektem ustawy o medycznym wspomaganiu prokreacji podkreśla: „Projekt umożliwia stosowanie procedury in vitro bez podjęcia realnej próby leczenia prawdziwej przyczyny niepłodności. (...) Tak więc wobec inicjatywy uchwalenia złego prawa (...) naszym obowiązkiem jest przyjęcie prawa, które poprawi obecną sytuację, a nie ją bez zastrzeżeń zalegalizuje”. Episkopat ponownie wzywa rząd do opracowania i rozpoczęcia prawdziwego medycznie programu leczenia niepłodności, opartego na uczciwej i rzetelnej diagnostyce przyczyn oraz podejmowaniu prób ich likwidowania. Członkowie Prezydium Episkopatu zwracają uwagę na radykalizm rządowego projektu, który odrzuca podmiotowość życia ludzkiego na etapie embrionalnym. (…), (KAI), str. 9

Krótko
Mariusz Kamiński, były szef CBA, został skazany na 3 lata więzienia i zakaz pełnienia funkcji publicznych przez 10 lat za nadużycie prawa ws. afery gruntowej. Wyrok krytykują politycy opozycji, a także politycy kojarzeni z koalicją rządzącą. (…), str. 9

Homilie w kaplicy Domu św. Marty
Z Alessandrem De Carolisem – jednym z redaktorów Radia Watykańskiego przygotowujących streszczenia papieskich homilii – rozmawia Włodzimierz Rędzioch. Dla wielu osób pierwsze dwa lata pontyfikatu papieża Franciszka to długa i ciągła katecheza, która rozpoczęła się w marcu 2013 r. Najczęściej cytowane słowa Papieża pochodzą z homilii wygłaszanych podczas codziennych Mszy św. w kaplicy Domu św. Marty, które stały się bardzo istotną częścią jego nauczania. Uderza jednak to, że kazania te nigdy nie są publikowane w całości. Ks. Federico Lombardi, dyrektor Radia Watykańskiego i Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej, wyjaśnił ten fakt w następujący sposób: „Co do homilii, nie są one wypowiadane na podstawie tekstu pisanego, ale spontanicznie w języku włoskim, języku, którym Papież włada bardzo dobrze, lecz nie jest to jego język ojczysty. (…), str. 10-11

Nadzieja świata, ocalenie człowieka
Człowiek potrzebuje Bożego Miłosierdzia bardziej niż czegokolwiek na świecie, bo powołani do przyjaźni z Bogiem, tylko w Nim możemy znaleźć pełne szczęście. Jak bardzo dzisiejszy świat potrzebuje Bożego Miłosierdzia! Na wszystkich kontynentach z głębin ludzkiego cierpienia zdaje się wznosić wołanie o miłosierdzie. Tam, gdzie panują nienawiść i chęć odwetu, gdzie wojna przynosi ból i śmierć niewinnych, potrzeba łaski miłosierdzia, które koi ludzkie umysły i serca i rodzi pokój. Gdzie brak szacunku dla życia i godności człowieka, potrzeba miłosiernej miłości Boga, w której świetle odsłania się niewypowiedziana wartość każdego ludzkiego istnienia. (…), Ks. Jan Koclęga, str. 14-15

Miłosierdzie – jak karetka dla umierającego
Co jakiś czas pojawiają się „mody” na określone prawdy teologiczne. Zawsze chodzi o tego samego Boga, ale pewne akcenty bywają przesuwane. Współcześnie bez cienia wątpliwości największą „karierę” w świecie zrobiło Boże Miłosierdzie. Można się o tym przekonać, patrząc na mapę świata. Od Filipin po Stany Zjednoczone, w niemal wszystkich zakątkach globu jak grzyby po deszczu wyrastają kościoły pod wezwaniem Bożego Miłosierdzia. Praktycznie wszędzie też pojawiają się na ścianach obrazy Jezusa Miłosiernego z najbardziej chyba znanym zdaniem napisanym w języku polskim: „Jezu, ufam Tobie”. Do tego faktu trzeba jeszcze dodać fenomen „Dzienniczka” s. Faustyny, polskiego dzieła przetłumaczonego na niemal wszystkie języki świata. (…), Ks. Marek Łuczak, str. 16-17

Z obrazem Jezusa w drodze
Niedawno okrążyli ziemię, teraz rozpoczynają kolejną niezwykłą pielgrzymkę. Pielgrzymi Bożego Miłosierdzia wyruszają z Łodzi do Rzymu z kopią obrazu Jezusa Miłosiernego. Takiej pielgrzymki jeszcze nie było. Czterej byli więźniowie, ale i doświadczeni pielgrzymi: Wojciech Jakowiec, Grzegorz Gryniewicz, Seweryn Trafankowski i Roman Zięba 12 kwietnia br., w Niedzielę Bożego Miłosierdzia, wyruszają z Łodzi, by po trzech miesiącach, pchając i ciągnąć wózek z obrazem, dotrzeć do Rzymu. „Nie jest to zwykły obraz i niezwykła jest pielgrzymka. Każdy z nas wie, czym jest Boże Miłosierdzie, bo osobiście go doświadczyliśmy. Teraz wyruszamy, żeby dzielić się tym, co sami dostaliśmy. Najlepsze rzeczy są za darmo” – napisali. (…), Wojciech Dudkiewicz, str. 18-19

On jest. On czuwa. Jemu zaufałam
Z Haliną Łabonarską – wybitną aktorką teatralną i filmową – rozmawia Mateusz Wyrwich. MATEUSZ WYRWICH: – Kiedy po raz pierwszy „spotkałyście się” z siostrą Faustyną? HALINA ŁABONARSKA: – To był rok 1983. Kupiłam „Dzienniczek” sługi Bożej s. Faustyny Kowalskiej. Już po przeczytaniu pierwszych kartek czułam, że zetknęłam się z dziełem niesamowitym – mówiącym o bliskiej relacji i spotkaniu człowieka z Bogiem. Chciałam się przekonać, czy jest to możliwe. Tak się złożyło, że wcześniej nagrywałam książkę dla niewidomych o św. Teresie z Lisieux – „Mała wielka święta”. Jej treść uświadomiła mi, że istnieje świat, którego nie znam. Świat świętości, do którego powinniśmy dążyć, a którego się boimy. Nie wierzymy, że może stać się nam bliski. (…), str. 22-23

O Janie Pawle II mówią jego przyjaciele
 „Niezapomniany” zbiór rozmów z przyjaciółmi św. Jana Pawła II. W książce zamieszczony jest jedyny wywiad z papieżem seniorem Benedyktem XVI. Śmierć Jana Pawła II nie była dla mnie osobistym dramatem, bo pamiętałem jego słowa. Papież mówił, że myśl o chwili, w której Bóg wezwie go do siebie, napełnia go głębokim pokojem – mówi Włodzimierz Rędzioch, autor wywiadów zamieszczonych w publikacji oraz watykański korespondent „Niedzieli”. (…), Artur Stelmasiak, str. 28

Smoleński pesymizm
Dwie wątroby w ciele Przemysława Gosiewskiego. Gumowe rękawiczki zaszyte w brzuchach zmarłych” – w swoim dzienniku Przemysław Dakowicz notował informacje medialne dochodzące do jego świadomości w 2012 r. Obok – dopisek o zdjęciach nagich ciał najwyższych polskich urzędników, zdjęciach krążących na rosyjskich stronach internetowych, z miejsc, które były pod ścisłą kontrolą tamtejszych służb specjalnych. Polscy patomorfolodzy w czasie przeprowadzania sekcji zwłok siedzieli na korytarzu, niedopuszczeni do czynności, które mogły spowodować, że wiedza o tragedii przeniosłaby się na niepowołany teren. (…), Jan Żaryn, str. 35

Katyń – śmierć przyszła ze wschodu
Co roku 13 kwietnia obchodzimy Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej. To święto uchwalił 14 listopada 2007 r. Sejm RP, by oddać hołd polskim oficerom zamordowanym z rozkazu Józefa Stalina. Katyń przywodzi na myśl także ofiary katastrofy smoleńskiej z 10 kwietnia 2010 r. Jest dla nas „wizytówką” okrutnego oblicza Rosji, która dziś znów zbudziła demony historii. (…), Sławomir Błaut, str. 36-37

Sądowo-polityczna rzeczywistość
Niespodziewanie ten, który doprowadzał do sądu przestępców, został przez sąd ukarany. Któż nie pamięta, jak w 2007 r. Beata Sawicka wzięła od podstawionego agenta 100 tys. zł, albo jak znany kardiochirurg Mirosław G. brał łapówki od swoich pacjentów, czy też minister sportu w rządzie PiS – Tomasz Lipiec nie oparł się korupcji. Całą trójkę złapało Centralne Biuro Antykorupcyjne (CBA), które utworzył i któremu szefował Mariusz Kamiński. (…),Czesław Ryszka, str. 38

Film o wartości życia
Na ekrany polskich kin wszedł film „Doonby. Każdy jest Kimś”. Z reżyserem Peterem Mackenziem oraz Jenn Gotzon, odtwórczynią jednej z głównych ról, rozmawia Agnieszka Konik-Korn. AGNIESZKA KONIK-KORN: – O filmie „Doonby. Każdy jest Kimś” powiedział Pan, że to najważniejszy film w Pana życiu. Skąd wziął się pomysł na stworzenie takiego obrazu? (…), str. 44-45

Rodzice robią ze swoich dzieci małpki
Jesteśmy już przyzwyczajeni, że telewizja serwuje nam kicz i żenadę, ale ostatni produkt TVN nas zaskoczył. Gdy dorośli chcą robić z siebie idiotów, to ich sprawa. Gorzej, gdy ofiarami stają się dzieci. A tak się dzieje w nowym telewizyjnym show „Mali giganci”. W jakiej trzeba być desperacji, aby sięgnąć po program meksykańskiej spółki medialnej Televisa, która sprzedaje do Polski telenowele, będące okazem złego smaku. Teraz w pogoni za słupkami oglądalności dostaliśmy program, w którym z dzieci w wieku 4-12 lat robi się małpki. (…), Iwona Galińska, str. 56



Przewodnik Katolicki, nr 14 na 12 kwietnia 2015 r.

Rozpętać rewolucję czułości
Bóg okazuje miłosierdzie tylko wobec tych, którzy się nawracają. Na tych, którzy tego nie zrobią czeka jedynie Boża sprawiedliwość. Taki pogląd cały czas ma swoich zwolenników. Pozornie pobożny pogląd na temat wszechmogącego Boga, który może zrobić, co zechce, jest w rzeczywistości objawem przerażającej herezji. To wizja Boga, którego nic nie ogranicza. Może więc kochać, ale może też nienawidzić. Wszystko zależy od jego wolnej i niczym nieskrępowanej decyzji. W końcu jest władcą absolutnym. Głębokość tej herezji, która dała o sobie znać najsilniej w późnym średniowieczu, sięga samej istoty Boga. Wydobywa obraz fałszywego boga, który nie kocha człowieka dlatego, że wypływa to z jego serca, ale dlatego, że o tej miłości zwyczajnie zadecydował. Mógłby więc też nie kochać. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby taki fałszywy bóg faktycznie zmienił zdanie. Całkowicie odmienna jest prawda o Bogu, jaką przekazuje Kościół. Chrześcijanie nie odwołują się do ludzkich wyobrażeń, ale opierają swoją wiarę przede wszystkim na objawieniu. Sięgają do biblijnej nauki św. Jana, który zapisał kluczowe zdanie o naturze Boga: „Bóg jest miłością”. Ten Bóg nie kocha dlatego, że tak postanowił, ale dlatego, że miłość jest Jego istotą! Inaczej mówiąc, nie może nie kochać! Ukrzyżowany Chrystus jest tego najlepszym obrazem. Jeśli średniowieczna herezja została definitywnie zanegowana przez Kościół, dlaczego do niej powracam? Obawiam się, że nieuzasadniony strach przed karykaturalnym bogiem, który posiada nieograniczoną władzę nad człowiekiem, nie zanikł zupełnie. Czasami wydaje mi się, że ma się całkiem dobrze. Nie znajduje co prawda już miejsca w książkach teologicznych, ale przenika do duchowego życia współczesnych chrześcijan. Gdzie się ukrywa? (…), ks. dr Mirosław Tykfer

Jaki sens ma wczesna Komunia?
Jaka jest wiara małego dziecka? Czy dorosłe przeżycie wiary jest jakościowo lepsze od dziecięcego? Czy rozumiemy więcej? W parafii, do której należymy, od wielu lat istnieje możliwość przygotowania małych dzieci (od 5,5 lat wzwyż) do wczesnej Komunii św. Wielu rodziców stwierdza, jak ogromną pomocą jest dla ich dzieci możliwość przystępowania do spowiedzi oraz Komunii św. Dlatego też – i tu wątek osobisty – wszystkie nasze dzieci przystępują po kolei właśnie do wczesnej Komunii, sześcioletnie bliźnięta w bieżącym roku. Jest wiele argumentów za takim rozwiązaniem, również natury pedagogiczno-psychologicznej. „Pamiętam, kiedyś mówiłem we Wrocławiu kazanie dla dzieci. «(...) jak myślicie dzieci, kogo może trzymać Agatka przez całą noc w serduszku?» «Pana Jezusa, Pana Jezusa!» krzyknęły dzieci jednym głosem. To znaczy, że wszystkie dzieci w kościele miały przejściowe przeżycia mistyczne. Wiedziały, że Bóg może być obecny w sercu. To mistyka o której pisano traktaty!” – zwierzał się kiedyś śp. ojciec Joachim Badeni OP. Kiedy indziej znów wspominał rozmowy z małymi dziećmi: „One nie mają jeszcze pozatykanych kanalików do Pana Boga”. (…), Bogna Białecka

Kasą w lekcje religii
Inicjatorzy akcji „Świecka szkoła” chcą zaprzestania finansowania katechezy z budżetu państwa, a to zaburzyłoby relację państwo-Kościół, wynikającą z troski o dobro człowieka i wspólne. „Świecka szkoła” – tak nazywa się obywatelska inicjatywa ustawodawcza o zniesieniu finansowania religii z budżetu państwa. Inicjatorzy akcji, związani głównie z liberalnym czasopismem „Liberte”, chcą, aby za zajęcia płaciły związki wyznaniowe. To wymaga zmiany w ustawie o systemie oświaty. Aby ją wprowadzić, należy złożyć w Sejmie projekt, pod którym podpisze się co najmniej 100 tys. osób. To dużo, ale duże są też pieniądze, które mogą zostać w kasie państwa. Organizacja katechezy ma kosztować budżet 1,2 mld zł rocznie. Walka z religią w szkole to także walka z silną tradycją. Jeszcze w latach międzywojennych obowiązek nauczania religii w szkołach publicznych wynikał nie tylko z konkordatu ze Stolicą Apostolską z 1925 r., ale przede wszystkim z konstytucji z 1921 r. zwanej marcową. Wprawdzie komuniści w 1945 r. wypowiedzieli konkordat, ale religia nie od razu zniknęła ze szkół. Była jednak sukcesywnie ograniczana aż do całkowitej eliminacji z publicznego systemu edukacyjnego i przeniesienia nauczania do parafii. (…), Marek Dłużniewski

Edukacja domowa
To nie przeniesienie sposobu uczenia szkolnego w warunki domowe, lecz zupełnie inny rodzaj nauki. Nie zajmuje wiele czasu, pozwala poszerzać wiedzę i daje dobre wyniki. Nie brakuje ci kompetencji, żeby uczyć swoje dziecko? Nie boisz się, że dziecko nie odnajdzie się w społeczeństwie? Czy masz na to czas? Te pytania dobrze znają osoby, które zdecydowały się edukować domowo swoje dzieci. Nauczaniem domowym objęta jest garstka polskich dzieci (według danych Ministerstwa Edukacji Narodowych naukę w domach pobiera 1200 uczniów), choć liczba rodziców decydujących się na ten krok systematycznie wzrasta. Pierwszy z zarzutów dotyczy kwestii kompetencji. Czy rodzice potrafią odpowiednio zmotywować swoje dzieci do nauki  i przekazać informacje? W końcu nauczyciele są do tego przygotowywani w ramach studiów, skąd więc przekonanie, że rodzic będzie potrafił to zrobić? National Home Education Research Institute – Amerykański Instytut Badań nad Edukacją Domową sprawdza jakość nauczania domowego. Z badań tych wynika, że dzieci uczone w domu nie tylko uzyskują zdecydowanie wyższe niż przeciętnie wyniki na egzaminach SAT (coś pośredniego między egzaminem gimnazjalnym a maturą), lecz także na egzaminach wstępnych na studia. Dzieje się tak niezależnie od wykształcenia, zawodu oraz statusu materialnego rodziców. Oczywiście nie można bezpośrednio porównywać systemu amerykańskiego z polskim, jednak doświadczenie polskich rodziców uczących domowo pokazuje, że każdy rodzic jest w stanie przekazać wiadomości z zakresu szkoły podstawowej. (…), Bogna Białecka



Źródło. Tygodnik Rodzin katolickich, nr 15 na 12 kwietnia 2015 r.

Kościół naszym domem
Kościół to Boży dom rodzinny. Szczególne miejsce w każdym domu zajmuje ktoś, kogo nazywa się „pater familias” – ojciec rodziny, który czuwa, by wszyscy czuli się w domu dobrze i bezpiecznie, żeby panował w nim miłość, uprzejmość, wzajemny dialog i zrozumienie. Cechy te gwarantują bowiem pokój i przyczyniają się do rozwoju wszystkich członków rodziny. (…), ks. Ireneusz Skubiś, str. 7

Wielki obrońca Kościoła, Polski i życia
Wieczorem 28 lutego 2015 r., w przeddzień 101. Urodzin, zakończył swe ziemskie Zycie ks. infułat Sondej, najstarszy z rzeszowskich kapłanów, wybitny duszpasterz oraz inicjator wielu dzieł duszpasterskich, współtwórca kilku rzeszowskich parafii, a przede wszystkim wybitny spowiednik i powiernik dla wielu ludzi, obrońca życia. (…), ks. Janusz Sądel, str. 11

Kompromitacje prezydenta i rządu
Co publiczna ekspozycja Bronisława Komorowskiego – jawi się obraz ćwierćinteligenta. Nieważne – w kraju czy za granicą. Jego podskoki na parlamentarnym fotelu w Tokio obiegły świat, niczym sławne walenie butem w pulpit przez Chruszczowa na sesji ONZ w Nowym Jorku. (…), Tomasz Domalewski, str. 14

Apostolat miłosierdzia
Orędzie Miłosierdzia, dzięki prorockiej misji skromnej zakonnicy św. s. Faustyny Kowalskiej i dzieki milionom apostołów dotarło do najdalszych zakątków świata. (…), Bożena Weber, str. 20-21

Rosną szanse Andrzeja dudy na zwycięstwo
1 587 220 – dokładnie tyle podpisów do Państwowej Komisji Wyborczej złożył sztab Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta Andrzeja Dudy. (…), Samuel Pereira, str. 27

Wybrał Stanisław Waluś


Strona naszej parafii używa plików cookie. Więcej informacji o używanych przez nas plikach cookie, ich zastosowaniu i sposobie modyfikacji akceptacji plików cookie, można znaleźć w Polityce Prywatności. To find out more about the cookies we use and how to delete them, see our privacy policy.

I accept cookies from this site.

EU Cookie Directive Module Information